Warning: Undefined array key "podstrona" in /usr/home/markie7942/domains/niedomice.marioweb.pl/public_html/index.php on line 17 Warning: Undefined array key "kategoria" in /usr/home/markie7942/domains/niedomice.marioweb.pl/public_html/index.php on line 18
Co pozstało po „Celulozie”
Niektórym przypomina to powojenne ruiny zbombardowanych miast, innym łza w oku się kręci. Każdy ma tu swoja część pamiątki po „Celulozie”. Setki nawiedzonych z Całej Polski traktują wręcz to miejsce „jako postindustrialny raj”. Trudno w to dzisiaj uwierzyć, ale w latach 80-tych pracowało w Niedomickich Zakładach Celulozy prawie dwa tysiące osób, a NZC były jednym z największych przedsiębiorstw w dawnym województwie tarnowskim. Teraz zostały niszczejące hale, cuchnący kanał i kilkanaście prywatnych spółek, które wykupiły dawne budynki produkcyjne i biurowe, dzierżawią grunty i dobrze sobie radzą. Miejscowym marzy się rewitalizacja całych Niedomic. Burmistrz pobliskiego Żabna jest przekonany, że taki projekt uda się wkrótce zrealizować.
70 lat historii
Industrialna historia Niedomic zaczęła się tak naprawdę ponad 70 lat temu. Budowa w Niedomicach fabryki celulozy miała bezpośredni związek z powstaniem Centralnego Okręgu Przemysłowego. Decyzją rządu z 1932 roku wybrano Niedomice. Wytwórnia celulozy w Niedomicach miał być oddziałem Fabryki Prochu w Pionkach i produkować dla niej głównie pólfabrykant do wytwarzania bawełny strzelniczej. Rozruch niedomickiej fabryki odbył się jesienią 1937 roku. W 1939 roku fabryka produkowała już pełną mocą - 48 ton celulozy na dobę i zatrudniała 670 pracowników.
Wobec zbliżających się działań wojennych wstrzymano 6 września produkcję. Fabrykę zajęły władze okupacyjne i Niemcy mogli uruchomić produkcję już w pierwszej połowie października 1939 roku. Okupantowi zależało na produkcji mającej znaczenie dla zaopatrzenia wojennego, dlatego zatrudnienie wzrosło z 248 pracowników w 1941 r. do 750 - w dwa lata później.
Zagrożeni radziecką ofensywą Niemcy przerwali w sierpniu 1944 roku produkcję i zaczęli systematyczny rabunek fabryki. Opustoszałe hale i budynki zaminowali 8 tonami materiałów wybuchowych i przygotowali do wysadzenia, które rozpoczęli 15 stycznia 1945 r. Ocalał jedynie budynek administracyjny i część magazynów.
Po wojnie zastanawiano się długo czy odbudowywać zniszczoną fabrykę. Decyzja, że niedomicka fabryka zostanie odbudowana, zapadła w maju 1945 roku. W grudniu 1950 roku Niedomice wyprodukowały pierwszą po wojnie tonę celulozy. 1 stycznia 1951 r. przedsiębiorstwo zyskało samodzielność organizacyjna i prawną. Od tego czasu nosiło nazwę Niedomickich Zakładów Celulozy.
Systematycznie wprowadzano do produkcji nowe wyroby (m. in. spirytus posiarczynowy, drożdże paszowe czy też mikronawozy). W sierpniu 1963 roku uruchomiono wydział produkcji waty celulozowej. NZC były pierwszym w kraju producentem serwetek i chusteczek jednorazowego użytku.
Modernizacja i agonia
Mając stare maszyny i technologie zakłady stawały się jednak coraz bardziej uciążliwe dla środowiska. W połowie lat 80-tych podjęto decyzję o modernizacji. Projekt przewidywał podwojenie produkcji celulozy i wyrobów pochodnych, do poziomu 71 tys. ton celulozy na rok. W okresie największej prosperity NZC pracowały na trzy zmiany. Pracowało tu ponad 2000 ludzi, a teren zakładu obejmował aż 60 hektarów.
Zatrudnienie znajdowali nie tylko mieszkańcy samych Niedomic. Pracowały tutaj całe rodziny z pobliskich Ilkowic, Łęgu Tarnowskiego, Bobrownik Wielkich, Pogwizdowa, Łukowej, ale także i Żabna. Robotnicze autobusy dowoziły ludzi nawet z Tarnowa i okolic. Rozbudowany system socjalny (stołówki, przedszkole, hotel robotniczy, mieszkania zakładowe) też z czasem mocno ciążył. Lata 90-te i wolny rynek przyspieszyły jedynie agonię przestarzałej firmy.
Choć NZC były jedynym producentem w kraju celulozy uszlachetnionej do przerobu chemicznego waty celulozowej i jej przetwórstwa na gotowe wyroby na niewiele się to zdało przy zmianach rynku. Zapadła decyzja o rozpoczęciu procesu upadłościowego. Syndykiem NZC został wyznaczony przez sąd Andrzej Hałasa (czerwiec 1993 roku). Dwa lata później wyznaczono nowego syndyka „ Tomasza Dutka, który nadal prowadzi postępowanie upadłościowe.
Likwidacja NZC trwa już kilkanaście lat (według wielu o co najmniej 10 lat za długo), ale ostatecznie ma się zakończyć przed połową tego roku. Właściwie to syndyk nie ma już co sprzedać.
Śmierdziało, ale robota była...
O tym, że prawo upadłościowe jest złe, samorządowców nie trzeba przekonywać. Niektórzy po cichu nawet przebąkują, że ustawa (pamiętająca jeszcze czasy sprzed II wojny światowej) jest specjalnie utrzymywana w interesie prawników. Niektórzy syndycy likwidację przedłużają sztucznie, niemal w nieskończoność, bo wiadomo, że w pierwszym rzędzie pieniądze przeznaczane są na biuro syndyka „ tłumaczy jeden z tarnowskich samorządowców.
Co prawda przyznaje, że sytuacja NZC była szczególna, ale nie zmienia to faktu, że likwidacja trwa zbyt długo. Według informacji z tarnowskiego sądu, obecny syndyk NZC od prawie dwóch lat nie pobiera wynagrodzenia, a otrzyma je dopiero po definitywnym zakończeniu postępowania.
Zdania na temat postępowania syndyków w NZC od dawna były podzielone. Miejscowych mniej interesuje los syndyka, bardziej kwestia tego, co dalej stanie się z „Celulozą”.
− A co pan tak ogląda. Teraz to już nie ma za bardzo co oglądać. Przed laty to było co podziwiać. Może trochę śmierdziało, ale ludzie mieli pracę, robota szła − zagaduje starszy mężczyzna, który wychodzi z marketu sieci „Biedronka”. Ten sklep też powstał w obiekcie dawniej należącym do NZC.
Gdy pytam mojego przypadkowego rozmówcę, czy pracował tu w niedomickiej celulozie, odpowiada: − Pewnie, że pracowałem. Zaraz po wojsku robiłem tu ponad pięć lat. Potem miałem wypadek, choć nie na fabryce „ pokazuje sztywną nogę i było po robocie. Pracował tu szwagier, siostra, a wcześniej mój tato i jego brat. Tu z okolicy albo pracowali w „Celulozie” albo wyjeżdżali do Ameryki.
Co zostało?
„Celuloza”, choć od kilkunastu lat nieczynna, nadal robi wrażenie. Nawet na tych, którzy widza jej pozostałości jedynie przez szyby w samochodzie. Gdy się wejdzie na teren dawnej NZC wrażenie jest znacznie większe − imponujące budynki, komin, wieża kwasów czy wreszcie baseny i kanały ze wstrętnym, ciemnym szlamem.
- Szkoda tego wszystkiego, kiedyś to było w miarę zadbane, a teraz to pewnie część trzeba będzie wyburzyć, bo nawet wyremontować się nie da. Czasem jak tu z kolegami przy piwie siedzimy, to się opowiada, co tam się wyrabiało w tej „Celulozie”. Panie syndyki się zmieniały, dobrze że mieszkania w blokach niektórym udało się wykupić. Przez lata tu złom wszyscy wywozili, a na początku to nawet całe maszyny. Dopiero potem jak tako tego pilnowali. Teraz i tak nieźle to wygląda, bo się prywaciarze za to wzięli − ocenia pan Józef.
Nie można jednak zauważyć, że sporo się tu zmieniło i nadal się zmienia. W Niedomicach już powstała prężna strefa prywatnego biznesu, działa kilkanaście małych i średnich firm, a ich właściciel chcą nawet powołać stowarzyszenie, które zadbałoby o rozwój tego terenu. Od lat działa tu „Rovita”, nieco krócej „Certech”, „Artman”, „Biedronka”. Co ciekawe, w części dawnej „Celulozy” produkcję papieru toaletowego chcą wznowić Głuchołaskie Zakłady Celulozy. Będą bazować na makulaturze. Jedna z firm chce tutaj uruchomić wkrótce hotel i restauracje.
O tym, ze majątek po dawnej „Celulozie” uda się dobrze zagospodarować, przekonany jest gospodarz gminy Żabno, na terenie której położone są Niedomice. − Właściwie to już wszystko, co zostało po dawnych Niedomickich Zakładach Celulozy jest sprzedane, poza tak zwaną wieżą kwasów, ale i na to znajdzie się kupiec − przekonuje burmistrz Żabna Stanisław Kusior. − Grunty zostały oddane pod dzierżawę, a opłaty pobiera Skarb Państwa. Nie sprzedano, ani też nie wydzierżawiono natomiast dróg i kanału. Teraz chcemy wdrożyć program rewitalizacji Niedomic, nie możemy się jednak zgodzić by to gmina go realizowała. Beneficjantem programu powinien być reprezentujący państwo starosta, my możemy − po podpisaniu stosownych umów −. Rewitalizacja miałaby objąć drogi, kanalizację, meliorację i oświetlenie, które teraz nie mają właściciela.
Burmistrz Kusior już widzi wypielęgnowane alejki, zadbane drogi i chodniki. Jakby tego było mało, to bardzo realne jest włączenie Niedomic do podstrefy ekonomicznej.
Syndyk kończy pracę
W maju ma się skończyć praca syndyka, a zarazem podjęta musi być ostateczna decyzja co do upadłości zakładów. − Najbardziej niekorzystną opcją byłoby umorzenie postępowania upadłościowego − mówi burmistrz Kusior, który zażądał spotkania z wojewodą małopolskim, starostą, syndykiem i przedstawicielami Skarbu Państwa w Krakowie, aby nie dopuścić do kolejnych procedur po zakończeniu prac syndyka. − Chcemy starać się o wsparcie wojewody, aby Starostwo Powiatowe w Tarnowie niezwłocznie przejęło pozostałości po zakładach, które i tak zmuszone będzie przejąć po procesie likwidacji. Likwidacja nic nie wniesie, a tylko odwlecze wszelkie działania w czasie. Należy zatem niezwłocznie opracować program rewitalizacji. Mamy pomysł, by Żabno było centrum recyklingu − już jest tu przerabiana na papier makulatura. Przygotowujemy projekt do funduszy europejskich na stację przeładunkową selekcjonowanych odpadów, z których powstawałyby specjalne granulaty, inwestuje też potężna firma skupująca złom. To wszystko zaczyna się dobrze układać.
Nie wszystko jawi się jednak różowo. Wciąż nierozwiązanym problemem jest kanał NZC. Żabnica na sporym odcinku zdołała się sama oczyścić ale, rekultywacja samego kanału to już olbrzymie pieniądze. Specjaliści z Danii niedawno wyliczyli, że trzeba na to przynajmniej 2 miliony złotych. Straszy więc nadal głęboki rów wypełniony szlamem, zawierającym prawdopodobnie szkodliwe dla środowiska związki chemiczne, a teren jest jednym z dziesięciu „czarnych punktów”, dla których województwo ma opracować program utylizacji.
Jeszcze w ubiegłym roku władze gminy chciały odpowiedzieć pozytywnie na ofertę syndyka, chcącego oddać pozostały po NZC majątek za symboliczną złotówkę, ale pod warunkiem podpisania porozumienia gwarantującego uzyskanie pieniędzy na rewitalizację tych terenów. Nikt jednak takich pieniędzy nie jest w stanie zagwarantować.
Starosta sceptyczny
Jednak starosta tarnowski nie jest do końca przekonany, że gminne pomysły na rewitalizację są realne. − Jeśli wojewoda wskaże, że mam przejąć ten majątek i da na to pieniądze, to oczywiście to przejmę − mówi Mieczysław Kras. − Jednak na pewno rewitalizacja nie będzie finansowana z budżetu samego powiatu, bo takich pieniędzy nie mamy. Powiat z tytułu dzierżawy niedomickich nieruchomości nie dostał ani złotówki. Dlaczego mam przejmować drogi na terenie gdzie działają prywatne firmy, skoro mam 580 kilometrów dróg powiatowych» Musielibyśmy zrezygnować z utrzymania części nich i przejąć te w Niedomicach. Radni na takie rozwiązanie raczej się nie zgodzą .
Teraz gmina gotowa jest wesprzeć starostwo w procesie rewitalizacji. Warunkiem wsparcia będzie jednak włączenie terenów byłej oczyszczalni i otoczenia zakładu (osiedle, stadion sportowy, szkoła i przedszkole). Trzeba przy tym pamiętać, że gmina przez kilkanaście lat likwidacji NZC ponosiła straty. Nie pływały choćby pieniądze z podatku. Na dzsiaj zaległości syndyka wobec gminy to ponad 1 milion 100 tys. zł.
Teren Niedomic, wraz z już wstępnie przygotowanym pod inwestycję działkami w Odporyszowie i Sieradzy, stanowiłyby kilkadziesiąt hektarów gruntów, interesujących dla firm mających w planie poważne inwestycje.
Jak w ciągu najbliższych lat będzie się zmieniał krajobraz po „Celulozie”, na razie nie wiadomo.
Źródło:
Starosta o propozycji syndyka.
- Przejmę pozostałe tereny po Niedomickich zakładach Celulozy, ale pod warunkiem, że dostanę pieniądze na ich rewitalizację – oto stanowisko starosty tarnowskiego Mieczysława Krasa w sprawie uciążliwego „spadku” po dawnych zakładach. Radni z gminy Żabno mieli okazję zapoznać się z nim osobiście, ponieważ starosta był gościem lipcowej sesji Rady Miejskiej.
Obecność starosty Krasa wykorzystano, by dowiedzieć się czegokolwiek o planach władz samorządowych wobec będącej wciąż w dyspozycji syndyka części terenów po NZC. – Minęło czternaście lat odkąd ogłoszono upadłość i tyle czasu ktoś żeruje na dawnych zakładach. Czy ktoś zamierza się tym wreszcie zająć? – dociekał Tadeusz Patriak, radny z Niedomic, który przed laty był pracownikiem niedomickiej „Celulozy”.
Informacje, które usłyszał od starosty optymizmem raczej nie napawają. Starosta Mieczysław Kras powiadomił o spotkaniu z inicjatywy burmistrza Żabna, z udziałem władz samorządowych, syndyka masy upadłościowej, przedstawicieli Skarbu Państwa, wojewody i przedsiębiorców podczas którego padła – jak to określił – kuriozalna propozycja nabycia terenów będących do dyspozycji syndyka za symboliczną złotówkę.
W opinii starosty Krasa rzecz nie jest w cenie zakupu, ale w kosztach rekultywacji i rewitalizacji terenów, które w tym przypadku trzeba liczyć w milionach. Nieruchomości, które są tam do wzięcia, to najbardziej zdegradowana biologicznie część fabryki, która uległa równocześnie największej dewastacji. Z formalnego punktu widzenia starosta mógłby ten teren przejąć, ale faktycznie niczego by to nie zmieniło. – W imieniu Skarbu Państwa administruję wieloma innymi terenami, ale na utrzymanie ich wszystkich razem mam w budżecie ledwie 20 – 30 tys. zł. Wezmę teren w Niedomicach, ale tylko pod warunkiem, że dostanę pieniądze na jego rewitalizację – tłumaczył.
Jak na razie takich deklaracji ze strony urzędników państwowych nie ma. Co to oznacza? Najprawdopodobniej tyle, że w najbliższym czasie nic się nie zmieni mimo gotowości władz samorządowych do partycypacji w kosztach budowy dróg wewnętrznych na terenie dawnej fabryki. Syndyk będzie mógł wprawdzie zakończyć proces upadłości i oddać majątek Skarbowi Państwa, ale to bynajmniej nie posunie sprawy naprzód. Konieczna będzie formalna likwidacja zakładu, po której majątek przypuszczalnie trafi pod kuratelę starostwa zarządzającego mieniem w imieniu Skarbu Państwa. Ewentualność tego zagospodarowania zależeć będzie w dalszym ciągu od tego, czy starostwo dostanie pieniądze na ten cel, czy nie. Uzgodniono, że w najbliższym czasie należy odbyć spotkanie w Krakowie z wojewodą i marszałkiem, celem uzyskania zapewnienia o pomocy finansowej.
Źródło:
Groźba zwłoki
Przedsiębiorcy z Niedomic nie chcą dłużej czekać.
Nawet o półtora roku może opóźnić się proces planowanej rewitalizacji byłych Niedomickich Zakładów Celulozy. Jeśli majątku nie przejmie Starostwo Tarnowskie, to konieczne będzie wszczęcie długotrwałej procedury likwidacyjnej dawnego zakładu. - Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie - mówi Stanisław Kusior, Burmistrz Żabna.
Samorząd w sprawie zagospodarowania terenów po dawnych zakładach formalnie niewiele może. Nie będąc właścicielem terenu ani nie może w nie inwestować ani prowadzić rozmów z potencjalnymi inwestorami. - Wszystko, co możemy zrobić to zabiegać u decydentów o przyspieszenie procesu rewitalizacji, który jest niezbędny. Mieszkańcy czekają na to już od wielu lat - zaznacza Burmistrz Żabna, który rozmawia na ten temat zarówno z władzami województwa jak i powiatu.
W gestii marszałka leży dofinansowanie ewentualnych prac związanych z rewitalizacja tych terenów, a w kompetencji starosty jest z kolei przejęcie majątku od syndyka. Na razie ma on wciąż status masy upadłościowej, którą starosta jako przedstawiciel Skarbu Państwa w terenie może przejąć, pod warunkiem że ma taką wolę. Rozmowy w tej sprawie pomiędzy władzami gminy i powiatu nie przyniosły jeszcze ostatecznych rozstrzygnięć, ale pojawia się szansa na porozumienie. - Widzę dobrą wolę starosty i wierzę, że jej efektem będzie przejęcie majątku przez powiat i rychłe rozpoczęcie prac modernizacyjnych - ocenia Stanisław Kusior.
Do umiarkowanego optymizmu upoważnia także postawa przedsiębiorców, którzy na terenie byłych NZC prowadzą swoją działalność. Poważnie rozważają oni utworzenie stowarzyszenia, które z pewnością wsparłoby burmistrza w jego staraniach lub mogłoby się włączyć w rewitalizacje współfinansując, na przykład, remont i budowę sieci dróg wewnętrznych. Władze gminy już teraz deklarują, że gdyby doszło do realizacji tej koncepcji gmina mogłaby później przejąć na własność tę sieć dróg i zająć się jej utrzymaniem.
Warunkiem realizacji takiego scenariusza jest jednak przejęcia masy upadłościowej przez starostwo już teraz. W przeciwnym razie Delegatura Skarbu Państwa w Krakowie, będzie musiał powołać likwidatora. Rozpocznie on likwidację od nowa, która potrwa około półtora roku po to tylko, żeby potem przekazać zarząd nad tymi terenami Starostwu Powiatowemu w Tarnowie, co bynajmniej nie przyspieszy procesu porządkowania tych terenów.
Źródło:
Ogromne koszty zagospodarowania terenu przekraczają możliwości gminy.
Celuloza wraca do państwa
Jeszcze we wrześniu powinna się formalnie zakończyć ciągnąca się od kilkunastu lat upadłość byłych Niedomickich Zakładów Celulozy. Z nieoficjalnych informacji wynika, że syndyk masy upadłościowej podjął decyzje o wystąpieniu do wojewody o przejęcie przedsiębiorstwa.
Gmina Żabno na tym etapie nie jest zainteresowana tym majątkiem, ponieważ z propozycji samorządu wysuwanych wielokrotnie nic nie wyszło. Władze gminy chciały odpowiedzieć pozytywnie na ofertę syndyka chcącego oddać pozostały po NZC majątek za symboliczną złotówkę, ale pod warunkiem podpisania porozumienia gwarantującego uzyskanie pieniędzy na rewitalizacje tych terenów.
Z pomysłem tym zaznajomione zostały zarówno władze powiatu jak i władze województwa. Początkowo wydawało się, że wszystkie strony są zainteresowane realizacją tej idei, ale ostatecznie plan spalił na panewce. Wszystko rozbiło się się o pieniądze. Autor koncepcji, Burmistrz Żabna Stanisław Kusior, wyobrażał sobie, że pieniądze na rewitalizacje znajdą się w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego. Gmina maiłaby na to zasługiwać na tej samej zasadzie jak tereny popegeerowskie, które korzystały z programów osłonowych. Niedomice zatrudniające niegdyś 2 tysiące ludzi , a dziś borykające się z problemem zdegradowanego środowiska , także powinny być brane pod uwagę przy udzielaniu pomocy. Miałoby to być uzasadnione tym bardziej, ze zaległości podatkowe syndyka wobec gminy sięgają kwoty 1,3 mln zł.
Sugestii samorządu Gminy Żabno nie podzielili jednak decydenci i w efekcie wszystko wskazuje na to, że pozostałości po prężnych niegdyś zakładach trafią do Skarbu Państwa. Gmina nie chcąc dziś przejmować tego majątku nie zamierza jednak pozostawić problemu na boku. Samorządowcy wiedzą, że wojewoda stając się właścicielem nieruchomości w Niedomicach będzie miał okazje dokładnie zapoznać z problemem i może wówczas chętniej podejmie rozmowy z samorządem w tej sprawie.
Koszty wyburzenia
Z oferty przedstawionej przez specjalistyczną firmę wynika, że koszty wyburzenia pozostałych po NZC obiektów (10 budynków) do poziomu istniejącego terenu (bez fundamentów) wyniosłyby 3,4 mln zł. Prace potrwałyby mniej więcej 20 miesięcy, a oferta poza wyburzeniem obejmuje opracowanie dokumentacji projektowej , uzyskanie pozwolenia na budowę i częściową segregacje gruzu.
Co pozostało po NZC?
Niezagospodarowana ani nie sprzedana do tej pory cześć nieruchomości po NZC to działka o powierzchni 1,35 ha. Znajdują się na niej nadające się już tylko do wyburzenia budynki oraz głęboki rów wypełniony szlamem zawierającym prawdopodobnie szkodliwe dla środowiska związki chemiczne. Teren ten jak wynika z opracowania województwa małopolskiego jest jednym z dziesięciu czarnych punktów, dla którego województwo ma opracować program utylizacji.
Źródło:
Niedomice po latach trzydziestu
Przewodniczący rady zakładowej Wiktor Nakonieczny, sprawujący zresztą te funkcję od kilku kadencji należy do „starej gwardii” Niedomickich Zakładów Celulozy, do tych, którzy wznosili ich mury, montowali agregaty i uczestniczyli przy rozruchu fabryki w 1937 roku. Wybudowany według szwedzkich projektów zakład należał do Państwowej Wytwórni Prochu w Pionkach i na jej potrzeby przede wszystkim pracował. Nowa Fabryka dała pracę i skromne zarobki 670 byłym fornalom księcia Sanguszki i biednym chłopom z podtarnowskich wiosek.
Dzisiejsze zakłady nie są już podobne do przedwojennej, aczkolwiek nowoczesnej jak na tamte czasy fabryki. Powstały i powstają nowe obiekty produkcyjne, imponujące rozmiarami i poziomem technicznym.
JAK FENIKS Z POPIOŁÓW
W głosie przewodniczącego oprowadzającego mnie po „jego” dobrze dziś prosperującym „gospodarstwie” daje się odczuć nuta dumy z postępu, jaki dokonał zakład i jego załoga na przestrzeni lat władzy ludowej.
– Gdybyście widzieli fabrykę w 1945 r. – wspomina Nakonieczny – to aż rozpacz brała człowieka. Wycofujący się hitlerowcy podłożyli materiały wybuchowe pod fabryke i wysadzili ją w powietrze, a przedtem jeszcze wywieźli maszyny i urządzenia. Kiedy 18 stycznia wkraczały do nas oddziały wyzwoleńczej Armii Radzieckiej i Wojska Polskiego z „Niedomic” pozostała już tylko kupa gruzów.
Ale już wiosną 1945 r. przystąpiono do ich usuwania, a ekipy rewindykacyjne jeździły po Niemczech, szukając zrabowanych maszyn, z których poważną część udało się odzyskać.
Fabrykę odbudowywano niemal od podstaw. Powstała ona jak mityczny feniks z popiołów. W tym niezwykle trudnym okresie ofiarną pracę robotników próbowały niweczyć, grasujące w okolicy reakcyjne bandy. W 1946 r. bandyci zrabowali pieniądze przeznaczone na wypłatę dla załogi. W 1948 roku zginął od zdradzieckiej kuli sekretarz zakładowej organizacji PPR.
Po kilku latach odbudowy wreszcie w grudniu 1950 r., na pół roku przed planowanym terminem, wyprodukowano pierwsze po wojnie tony celulozy. Nie był to jeszcze koniec trudności i niepowodzeń. Spiętrzenie prac budowlano-montażowych spowodowało ujemne skutki. Plan roku 1951 wykonano w 75 proc. Niepomyślna passa została przerwana we wrześniu 1952 r. Dzięki sprawnemu rozruchowi nowych oddziałów i pełnej mobilizacji załogi do współzawodnictwa pracy plan IV kwartału został pomyślnie zrealizowany. Niedomickie zakłady wysunęły się na czołowe miejsce w przemyśle celulozowym, zdobywając sztandar przechodni CRZZ. Przekroczono już przedwojenną produkcję, osiągając w 1952 r. 18,7 tys. ton celulozy (w 1938 roku 13,7 tys. ton). Przez ostatnie 15 lat produkcja wzrosła już do poziomu 55 tys. ton rocznie, nie licząc waty celulozowej i spirytusu.
SPIRYTUS Z... HAŁDY
Wspinamy się po wąskich, krętych schodach. Uwagę moją zwracają kipiące olbrzymie kadzie, sploty rur i specyficzny zapach fermentacji. To nasza gorzelnia – mówi Nakonieczny. Kierownik wydziału Jerzy Prutkowski, pracujący już 41 lat w przemyśle celulozowym chętnie zapoznaje mnie z tajnikami produkcji spirytusu.
– Jeszcze przed kilku laty – mówi Prutkowski – ług posulfitowy – produkt uboczny przy wytwarzaniu celulozy jako bezużyteczny szedł w całości do ścieków. Po wybudowaniu tego oddziału od 1962 r. drogą filtracji uzyskujemy cukier zawarty w ługu, z którego w procesie fermentacji powstaje spirytus etylowo-posiarczynowy, używany do celów przemysłowych. Wytwarza się go tu przeciętnie 13 tys. litrów w ciągu doby. Koszty własne produkcji są niesłychanie niskie. Wskutek tego aparatura i budynek spirytusowni zamortyzowały się już po roku produkcji. Ostatnio przerabia się tu nawet na spirytus szlam pokaustyzacyjny, wyrzucany dawniej na hałdę.
WYSOKOWARTOŚCIOWE PASZE DLA ROLNICTWA
– Najbliższe lata – mówi dyrektor mgr inż. Czesław Uchwat – przyniosą dalszy dynamiczny rozwój zakładu i wzrost jego znaczenia dla gospodarki narodowej. We wznoszonym w pobliżu spirytusowni obiekcie produkować się będzie wysokowartościową pasze dla bydła – drożdże pastewne. W oparciu o technologie szwajcarską przy pomocy importowanych urządzeń już w II półroczu 1968 r. rozpoczniemy ich produkcję. I tu znowu okazuje się jak cennym surowcem może być ług posulfitowy, który po przejściu przez fermentację spirytusową po dodaniu soli amonu i fosforu będzie stanowił pożywkę dla drożdży. Będzie to pierwsza w Polsce produkcja drożdży pastewnych na bazie odpadowych ługów posulfitowych.
Pozostające jeszcze po produkcji drożdży ługi posulfitowe w budowanej obecnie w tym celu wyparce będą zagęszczane do około 55 proc. substancji suchej i następnie spalane w kotłowni. Oprócz korzyści w postaci pary następstwem spalania ługów będzie zmniejszenie zanieczyszczenia wód ściekowych odprowadzanych kanałem do Żabnicy.
Buduje się również wydział dla poprawy jakości produkcji celulozy oraz zwiększenia zdolności produkcyjnej warzelni i spirytusowni. W fazie końcowej znajdują się budowa urządzenia ciągłego mycia masy na filtrach. Jego rozruch i oddanie do eksploatacji nastąpi już w III kwartale br.
Dalsze drobniejsze inwestycje zmierzają do poprawy jakości celulozy służącej do przerobu na celwiskozę w zakładach włókien sztucznych, w łódzkiej "Anilanie", w Jeleniej Górze, Tomaszowie i innych. Ponad 80 proc. wytwarzanej w Niedomicach celulozy przeznacza się właśnie dla przemysłu włókien sztucznych. Ma ona zatem charakter antyimportu. Dalsza poprawa jej jakości przyczyni się tym samym do rozwoju przemysłu włókien sztucznych.
NOWA SZKOŁA DLA NIEDOMIC
Dzięki zakładom do niedawna mała wioska Niedomice zmieniła swoje oblicze. Po wojnie wybudowano tu piękne osiedle robotnicze, w którym otrzymały mieszkania 134 rodziny. Obecnie organizuje się tu własnościowa spółdzielnię domków jednorodzinnych. Zgłosiło już do niej akces 33 pracowników. Przed kilku laty wzniesiono dom kultury z salą teatralno-kinowa, ambulatorium zakładowe, stadion sportowy i ośrodek campingowy w Gródku nad Dunajcem. Dom kultury, przy którym istnieją zespoły: teatralny, estradowy, taneczny, recytatorski, plastyczny, orkiestra dęta i soliści, swą działalnością promieniuje na całą okolice.
Dzięki staraniom rady zakładowej i dyrekcji, CRZZ i ZCZZChmem przydzieliły dotację na budowę szkoły w Niedomicach. Kamień węgielny pod ten obiekt założono 10 czerwca br. Koszt budowy szkoły wraz z budynkiem mieszkalnym dla nauczycieli wyniesie około 8 mln. zł. Pozostałe koszty pokryją składki załogi, dotacje ze Społ. Funduszu Budowy Szkół i Internatów oraz czyny społeczne załogi i miejscowej ludności.
Źródło:
ZOBACZ JESZCZE:
© kropek4767 2006 - 2026
Publikacja materiałów bez zgody autora zabroniona (zasady korzystania).